O AUTORZE

 

Radosław Baszuk. Adwokat, obrońca w procesach karnych.

Bartosz Maciejewski Photography

Pisanie o kondycji wymiaru sprawiedliwości to zajęcie niewdzięczne. Autor finalnie zdefiniowany zostanie albo jako pisowski zwolennik dobrej zmiany albo kodziarski obrońca układu. Jeśli tekst będzie zbyt długi albo przedstawione poglądy nie dość czarno-białe, może nawet jako jeden i drugi równocześnie. Trudno.

 

To, co przedstawiono publicznie jako początek rzekomej reformy wymiaru sprawiedliwości, upewnia, że zamiarem jej twórców nie jest stworzenie efektywnego, racjonalnego i przyjaznego obywatelowi nowego modelu wymiaru sprawiedliwości. Celem jest wyłącznie uzyskanie kontroli rządzącej większości nad powoływaniem sędziów. Nazywając rzecz po imieniu, zastąpienie sędziów nie sprzyjających lub krytycznych wobec tzw. dobrej zmiany sędziami ją aprobującymi albo chociaż wobec nich spolegliwymi. Nie mam przy tym pewności, czy rządzący nie znajdą tych drugich niespodziewanie szybko.

 

W sobotę i niedzielę w kilku polskich miastach miały miejsce manifestacje przeciwko projektowi reformy przygotowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Wzięło w nich udział od kilkudziesięciu do kilkuset osób. Znacząco niewiele, biorąc pod uwagę skalę innych, nieodległych w czasie protestów. Wydaje się, że rządzący trafnie odczytali nastroje społeczne. Nic nie wskazuje na istnienie w tym wypadku ruchu sprzeciwu porównywalnego nie tylko z marszami przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, ale nawet z protestami dotyczącymi ustroju Warszawy czy - nomen omen - prawa o wycince drzew.

 

Środowisko sędziowskie, a już napewno jego prominentni przedstawiciele, nie wydaje się nie mieć jakiegokolwiek pomysłu, jak wpływać w tej sprawie na nastroje społeczne ani nawet chęci by bliżej im się przyjrzeć. Tymczasem nastroje te nie skłaniają do optymizmu. Można próbować się z nimi zmierzyć, można też udawać, że się ich nie zauważa. Można także podgrzewać je nieprzemyślanymi wypowiedziami.

 

Czym sędziowie chcą przekonać rodaków do obywatelskiego sprzeciwu przeciwko podporządkowaniu wymiaru sprawiedliwości rządzącej większości? Czy myślą, że da się to zrobić skupiając się wokół obrony stanu dotychczasowego? Oczekiwanie społeczne wydaje się dzisiaj być takie, by wymiar sprawiedliwości nie służył ani politykom ani samym sędziom, ale obywatelom i realizacji ich prawa do sądu. Zadanie pytania, jak pogodzić niezależność sędziów i prawo do społecznej oceny ich pracy, nie oznacza trzęsienia ziemi. W systemie trójpodziału władz, żadna nie powinna rozliczać samej siebie. Władza sądownicza, poza rozumnym, osadzonym w porządku konstytucyjnym współdziałaniem innych władz, potrzebuje przede wszystkim poparcia społecznego. W ostateczności przecież każda władza doznaje tyle ochrony przed innymi władzami, ile gotowi są jej udzielić świadomi obywatele.

 

Co otrzymują obywatele od wymiaru sprawiedliwości? Czasochłonne i nieracjonalne procedury. Rozdętą do granic absurdu kognicję sądów. Jedne z najwyższych w Europie opłat sądowych. Nieadekwatną do potrzeb ilość opóźniających rozpoznanie sprawy postępowań incydentalnych. Niezrozumiałe, sporządzane hermetycznym językiem, adresowane w istocie do sędziów wyższej instancji, za to to pisane miesiącami uzasadnienia rozstrzygnięć. Odgradzanie się od społeczeństwa zamkniętymi strefami, osobnymi korytarzami i wejściami na sale rozpraw, klamkami magnetycznymi i parkingami tylko dla sędziów. Orzekanie pod oczekiwania wyższej instancji. Rozbudowany ponad miarę formalizm procesowy zamiast starannego ważenia sprzecznych interesów i wartości. Interpretowanie prawa w duchu sprymitywizowanego pozytywizmu prawniczego. Arogancję wobec stron i pełnomocników procesowych.

 

To prawda, że części z tych zjawisk ma swoje źródło w wadliwym prawodawstwie i błędach władzy wykonawczej. Szkoda jednak, że w przeszłości opinii publicznej nie dane było usłyszeć donośnego głosu sprzeciwiającego się im środowiska sędziowskiego. Politycy rządzącej większości wykorzystają to oczywiście dla „poszerzenia stanu posiadania” i podporządkowania sądów. Upubliczniony w maju ubiegłego roku ministerialny projekt zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa przewidywał, że sędziów do Rady w wyborach bezpośrednich wybierać będą sami sędziowie. Po upływie kilku miesięcy i w atmosferze politycznej nagonki wprowadzono do realizacji inny, w którym to już nie sędziowie ale Sejm wybierać będzie członków Rady. Konsekwencją będzie upolitycznienie powoływania kandydatów na sam urząd sędziego i na sędziowskie stanowiska. Na tym zapewne „reforma” się skończy. Tej potrzebnej, systemowej nie będzie. Nie opłaca się. To skomplikowana, niezrozumiała dla wyborców materia. Jeśli przyniesie rezultaty, to dopiero po latach. W najbliższych wyborach, a taki jest wyobrażalny intelektualny horyzont klasy politycznej, głosów nie zapewni. Wymaga wiedzy, doświadczenia i determinacji. Przede wszystkim jednak gotowości do poniesienia doraźnych szkód politycznych w imię długofalowego interesu państwa i obywateli. Skład kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości nie wskazuje, by konkurs na „sądowego Balcerowicza” został juz rozpisany. Szczerze mówiąc, nie wskazuje na rozpisanie jakiegokolwiek konkursu.

"Kiedy przywódcy dają negatywny przykład, profesjonaliści tym bardziej muszą być sprawiedliwi. Trudno złamać państwo prawa bez wysługiwania się prawnikami; trudno doprowadzać do pokazowych procesów bez wysługiwania się sędziami" (Timothy David Snyder, Dwadzieścia przykazań wolnych ludzi).

DOBRA ZMIANA IDZIE DO SĄDÓW PUSTĄ ULICĄ
26 lutego 2017

Radek Baszuk

TAK TO WIDZĘ...



© Radek Baszuk 2018