O AUTORZE

 

Radosław Baszuk. Adwokat, obrońca w procesach karnych.

Bartosz Maciejewski Photography

Doktryna pozytywizmu prawniczego odchodzi do historii także z tego powodu, że powstała i rozwinęła się w czasach, w których dominująca pozycja państwa i jego monopol decyzyjny były niezagrożone. Coraz lepiej wykształcone i bardziej świadome swoich praw i potrzeb społeczności znajdują coraz mniej argumentów, by respektować prawo tylko z tego powodu, że jest prawem. Oczekują, że obowiązek posłuszeństwa prawu uzasadniany będzie bardziej przekonująco, niż tylko państwowym przymusem. Postęp społeczny nie jest już mierzony zakresem panowania nad siłami przyrody, ale także tym, w jakim stopniu relacje społeczne wolne są od przymusu, umożliwiając porozumiewanie się oparte na akceptowalnych, choć konkurencyjnych, wartościach.

 

Prawo jest wytworem kultury. Podstawą każdej kultury jest komunikacja. Podstawą wypracowywania decyzji, a także zasadą, na podstawie której rozwiązuje się konflikty, powinien być uczciwy dialog. Jest on najbardziej pożądaną formą nie tylko tworzenia, ale także stosowania prawa. Normy społeczne i ich teoretyczne uzasadnienia mogą być przedmiotem debaty. Uzyskanie racjonalnej zgody co do przyjętych wartości, ich hierarchii, a tym samym uzasadnienia norm, prowadzi do uprawomocnienia tych ostatnich, przekładalnych na prawo. Racjonalność takiego modelu tworzenia i stosowania prawa opiera się na założeniu, że choć co prawda wątpliwa jest, a może nawet niebezpieczna, idea społeczeństwa opartego na jednym systemie wspólnych wartości, możliwym jednak wydaje się stworzenie wspólnej etyki porozumiewania się i rozstrzygania konfliktów. W tym rozumieniu debata, wymiana argumentów jest pewnego rodzaju procedurą.

 

Prawo będące wytworem kultury szuka oparcia w wartościach. Wśród wartości prawa są takie, które tkwią w jego kulturowo ukształtowanym pojęciu i te, które ludzie posługujący się prawem chcą osiągnąć. Te pierwsze to definicyjne cechy prawa, ugruntowane w kulturze. Wymieńmy przykładowo, nie uzurpując przekonania o kompletności: słuszność, sprawiedliwość, bezpieczeństwo, przewidywalność, ład społeczny. Te drugie to stany rzeczy wybierane przez tego, kto w konkretnej sytuacji celowo posługuje się prawem. Prawo w tym wypadku ma zdolność bycia środkiem wywoływania określonych skutków i jest w tym celu używane. Posługiwanie się prawem, by osiągać wyobrażony i postulowany stan rzeczy to instrumentalizacja prawa. Może ona służyć osiąganiu celów, które wpisują się w wartości systemu prawa, dokonywaną przy tym bez naruszania przyjętych w nim reguł jego tworzenia i stosowania. Może jednak także dążyć do wywołania stanów przybierających z punktu widzenia tego systemu cechę kontrwartości.

 

Instrumentalizacja prawa dokonująca się w imię tych samych lub zbliżonych wartości, powoduje, że porządek prawny postrzegany jest jako spójny i efektywny. Jeżeli odbywa się w imię wartości mających z punktu widzenia systemu charakter kontrwartości, przyjmuje charakter zmian ustrojowych. W sytuacji, gdy żaden z opisanych wyżej kierunków nie ma charakteru dominującego, gdy akty instrumentalizacji prawa podejmowane są są przez różne podmioty w imię sprzecznych wartości, prowadzą do prawnego i społecznego chaosu.

 

Instrumentalizacja prawa ma miejsce na wielu poziomach. Posługuje się nią prawodawca tworzący przepisy. Prawo instrumentalizuje sąd i każdy inny organ uprawniony do jego interpretacji lub stosowania. Niczym innym jak instrumentalizacją prawa jest jego wykładnia. Wreszcie, być może najczęściej, prawo podlega instrumentalizacji na poziomie posługiwania się nim przez prowadzących spór, który prawo to w założeniu ma rozstrzygać.

 

Na każdym z tych poziomów, specyficznym sposobem instrumentalizacji jest zabieg polegający na osiąganiu poprzez prawo stanu rzeczy innego niż deklarowany. Cel deklarowany jest z punktu widzenia systemu akceptowalny, ale pozorny. Dobrane środki mają służyć osiągnięciu innego, aksjologicznie kontrwartościowego, wstydliwego lub takiego, który z jakichkolwiek powodów, z uwagi na konkretne, polityczne, środowiskowe czy indywidualne interesy, nie powinien być ujawniony.

 

Przypomina to trochę moralizowanie w manierze Katona w połączeniu z jednoczesnym tańcem na rurze w nocnym klubie. Choć z osobna każde z tych zachowań ma swoje niezaprzeczalne walory, połączone w jedno, w zależności od indywidualnej wrażliwości obserwatora, razi, powoduje niesmak albo śmieszy. Nie trudno zauważyć, że stosowanie takiej metody instrumentalizacji prawa uniemożliwia rzetelną debatę a tym samym racjonalne i wartościujące rozstrzygnięcie jakiegokolwiek sporu, tak na poziomie legislacji czy stosowania prawa jak i w wypadku posługiwania się nim w wypadku zindywidualizowanych stanów faktycznych. Prawo w tym wypadku pozostaje wciąż narzędziem mającym wpłynąć na osiągnięcie celu, traci jednak właściwy mu kod kulturowy.

 

Możemy oczywiście upierać się, że ta właśnie metoda instrumentalizacji prawa właściwa jest wyłącznie „im”, „tamtym”, „tym złym”, prostym do wskazania w naszym jakże wygodnym czarno-białym opisie rzeczywistości. Nigdy „nam”. Choć nie mam wątpliwości, kto odpowiada dzisiaj za jej popularność i twórczy rozwój, myślę, ostatnio coraz częściej, że ukąszenie nią skutecznie przedarło się przez barykady, które rzekomo są nie do przeskoczenia.

"Kiedy przywódcy dają negatywny przykład, profesjonaliści tym bardziej muszą być sprawiedliwi. Trudno złamać państwo prawa bez wysługiwania się prawnikami; trudno doprowadzać do pokazowych procesów bez wysługiwania się sędziami" (Timothy David Snyder, Dwadzieścia przykazań wolnych ludzi).

KATONA TANIEC NA RURZE. KILKA UWAG O INSTRUMENTALIZACJI PRAWA
10 lutego 2019

Radek Baszuk

TAK TO WIDZĘ...



© Radek Baszuk 2018