O AUTORZE

 

Radosław Baszuk. Adwokat, obrońca w procesach karnych.

Bartosz Maciejewski Photography

Sąd Najwyższy rozstrzygnął zagadnienie prawne dotyczące wpływu prezydenckiego prawa łaski w postaci abolicji indywidualnej na bieg postępowania karnego. Stwierdził, że tylko takie ujęcie prezydenckiego prawa łaski, które realizowane jest wobec osób skazanych prawomocnym wyrokiem sądu, nie narusza zasad wyrażonych w art. 10 w zw. z art. 7, art. 42 ust. 3, art. 45 ust. 1, art. 175 ust. 1 i art. 177 ust. 1 Konstytucji. Konsekwencją powyższego było przyjęcie, że zastosowanie prawa łaski przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych zaś warunkiem koniecznym do zastosowania prawa łaski jest wydanie prawomocnego wyroku skazującego (uchwała
z 31 maja 2017r., I KZP 4/17).

 

Waga uchwały Sądu Najwyższego wykracza daleko poza jej znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie, w której została wydana, a także poza prawny i polityczny spór dotyczący prawa łaski. Sąd Najwyższy w jednoznaczny sposób ze swojego uprawnienia do stosowania wprost przepisów Konstytucji, wywiódł obowiązek oceny zgodności z nimi aktu będącego w kompetencji innego niż sąd organu władzy. Tak właśnie rozumieć należy stwierdzenie, że akt łaski dokonany przed wydaniem prawomocnego wyroku skazującego, wobec konstytucyjnych zasad podziału władzy i działania organów władzy w granicach prawa, stanowi ingerencję w wymiar sprawiedliwości rozumiany jako wiążące rozstrzygnięcie sporu o prawo przez organ niezawisły i bezstronny. W ten sposób tzw. rozproszona kontrola konstytucyjna, sprawowana a casu ad casum przez sądy, stała się faktem.

 

Wszystko wskazuje też na to, że otwarty został kolejny rozdział konstytucyjnego i politycznego sporu pomiędzy władzami ustawodawczą i wykonawczą z jednej zaś władzą sądowniczą z drugiej strony. W tym kontekście warto przypomnieć historię sprzed ponad dwustu lat.

 

Konstytucja Stanów Zjednoczonych Ameryki nie zawiera zapisów upoważniających Sąd Najwyższy do kontroli konstytucyjności praw stanowionych przez legislaturę lub prezydenta. Uprawnienie takie, dzisiaj przez nikogo nie kwestionowane, przyznał sobie Sąd Najwyższy. Jak do tego doszło? 

 

John Adams, drugi po George’u Washingtonie Prezydent Stanów Zjednoczonych w wyborach 1801r. przegrał z Thomasem Jeffersonem. Dla utrzymania wpływów politycznych w sądownictwie, w oparciu o właśnie wydany Act of Judiciary (przejdzie do historii jako „Midnight Judges Act”), ustanowił nowe sądy federalne i obsadził je nowymi sędziami. Na stanowisko Prezesa Sądu Najwyższego nominował Johna Marshalla. Mianował też czterdziestu dwóch sędziów pokoju. Nominacje przesłano do Senatu w celu ich zatwierdzenia a potem do Sekretariatu Stanu dla opatrzenia pieczęciami i doręczenia zainteresowanym. Zgodnie z Konstytucją sędziowie są w praktyce nieusuwalni i pełnią urząd dożywotnio („during good Behaviour” - „dopóki sprawują go nienagannie”). Thomas Jefferson obejmuje urząd prezydenta 4 marca 1801r. a już cztery dni później uchyla Act of Judiciary Adamsa. Co jednak z wydanymi już sędziowskimi nominacjami? Nowy sekretarz stanu James Madison (zostanie czwartym Prezydentem) po konsultacji z Jeffersonem odmawia ich doręczenia. Dotyczy to miedzy innymi nominowanego na stanowisko sędziego pokoju Williama Marbury. Jefferson chce jak najszybciej zastąpić nominatów Adamsa własnymi. Postanawia zmniejszyć liczbę powołanych sędziów. Zmienioną liczbę urzędów należało obsadzić od nowa. 

 

W ten sposób Marbury znalazł się w gronie sędziów, których nie powołano. Zażądał od Sądu Najwyższego, aby wydał „writ of mandamus”, zarządzenie nakładające na sekretarza stanu obowiązek przesłania Marbury’emu aktu nominacji. W ten sposób Sąd Najwyższy wymusiłby na administracji prezydenckiej dokonanie nominacji, której ta była przeciwna.

 

Tak właśnie doszło do rozstrzygnięcia z 24 lutego 1803r. w sprawie Marbury v. Madison, 5 U.S. 137 (1803). Jak twierdzi wielu, prawdopodobnie najważniejszego w historii Sądu Najwyższego i fundamentalnego dla ustroju Stanów Zjednoczonych.

 

John Marshall, nominowany na Prezesa Sądu Najwyższego zaledwie kilka dni przed nominacjami sędziów pokoju, uznał, że Judiciary Act z 1789 roku, na który Marbury się powołał, wyraźnie przyznaje sądowi kompetencję do wydania zarządzenia skierowanego do administracji. Jednocześnie zauważył, że uprawnienie to w sposób oczywisty niezgodne jest z regulującą kompetencje sądów Konstytucją. Realizacja uprawnienia przyznanego przez Judiciary Act byłaby wyjściem poza kompetencje sądu, tym samym stanowiłaby naruszenie Konstytucji, czego sądowi czynić nie wolno. Sędzia Marshall odmówił wydania orzeczenia w sprawie Marbury v. Madison. 

 

Amerykański model kontroli konstytucyjności powstał nie jako koncepcja teoretyczna, czy projekt normatywny, ale w wyniku realizowania funkcji orzeczniczej sądu. Sąd Najwyższy w sprawie Marbury v. Madison przyznał judykaturze prawo do kontroli zgodności działań władzy prawodawczej i wykonawczej z Konstytucją. Stwierdził, że skoro rząd jest wcieleniem w życie idei rządu ograniczonego, to przekroczenie przez organ władzy przyznanego mu zakresu uprawnień stanowi działanie niedopuszczalne. Ustawa zasadnicza jest prawem najwyższym i podstawowym, a akty władz publicznych naruszające jej postanowienia winny być kwalifikowane jako bezprawne i nieważne. Skoro konstytucja jest prawem nadrzędnym, w wypadku kolizji jej unormowań z prawodawstwem zwykłym sądy zmuszone są stosować odpowiednie zapisy ustawy zasadniczej i równocześnie odmówić zastosowania przepisów niekonstytucyjnych. Jak napisał w swojej opinii Marshall, „Ci, którzy stosują regułę prawną w konkretnej sprawie, z konieczności muszą wyjaśniać oraz interpretować taką regułę. Jeżeli dwa przepisy pozostają ze sobą w konflikcie, sądy muszą podjąć decyzję co do ich funkcjonowania”. W ten sposób sprecyzował kluczową z dzisiejszego punktu widzenia kompetencję Sądu Najwyższego, prawo sądu do odmowy stosowania prawa stanowionego i aktów władzy niezgodnych z Konstytucją.

 

Rozstrzygnięcie w sprawie Marbury v. Madison znalazło ponowne zastosowanie dopiero po przeszło pięćdziesięciu latach, w 1857r., kiedy Sąd Najwyższy po raz drugi stwierdził niezgodność ustawy federalnej z Konstytucją. Od tego czasu doktryna sformułowana przez sędziego Marshalla stała się podstawą coraz większej liczby orzeczeń. W wieku dwudziestym umożliwiła wydanie wyroków w najważniejszych dla praw obywatelskich sprawach. John Marshall był czwartym w historii (piatym, jeśli uwzględniać Williama Cushinga) prezesem Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Przewodniczył mu trzydzieści cztery lata, najdłużej ze wszystkich prezesów. Spośród wszystkich sędziów Sądu Najwyższego, tylko dwóch zasiadało w nim dłużej. Za jego kadencji urząd sprawowało sześciu Prezydentów. Przed powołaniem na stanowisko Prezesa Sądu Najwyższego nie pełnił nigdy urzędu sędziego.

"Kiedy przywódcy dają negatywny przykład, profesjonaliści tym bardziej muszą być sprawiedliwi. Trudno złamać państwo prawa bez wysługiwania się prawnikami; trudno doprowadzać do pokazowych procesów bez wysługiwania się sędziami" (Timothy David Snyder, Dwadzieścia przykazań wolnych ludzi).

ŁASKA, PREZYDENCI I NOCNI SĘDZIOWIE
01 czerwca 2017

Radek Baszuk

TAK TO WIDZĘ...



© Radek Baszuk 2018