O AUTORZE

 

Radosław Baszuk. Adwokat, obrońca w procesach karnych.

Bartosz Maciejewski Photography

„Klątwa” na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego i w reżyserii Olivera Frljića, to nowy spektakl Teatru Powszechnego. To także najbardziej komentowane wydarzenie teatralne w kraju, choć obejrzało je dotychczas trzysta osób.

 

Premiera odbyła się 18 lutego. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga już 22 lutego wszczęła z urzędu dochodzenie w sprawie obrazy uczuć religijnych poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej oraz w sprawie publicznego nawoływania do popełniania zbrodni zabójstwa w trakcie spektaklu. Jak wynika z komunikatu rzecznika prasowego, podstawą wszczęcia dochodzenia były ogólnodostępne, wyemitowane w mediach fragmenty spektaklu, publikacje prasowe, jak też publiczne zapowiedzi wielu osób o złożeniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, wskazujące na konieczność dokonania prawnokarnej analizy zaprezentowanych podczas przedstawienia zachowań.

 

Art. 196 Kodeksu karnego przewiduje grzywnę, ograniczenie wolności albo do dwóch lat więzienia dla tego, kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej. Art. 255 §2 za publiczne nawoływanie do popełnienia zbrodni przewiduje karę pozbawienia wolności do lat trzech. W obu wypadkach Kodeks posługuje się słowem „publicznie”. Nie jest ono synonimem sformułowania „przed publicznością”. Nie jest także tożsame z pojęciem "miejsca publicznego", to jest miejsca dostępnego dla nieograniczonego kręgu osób, chociażby w chwili czynu nikt poza sprawcą tam się nie znajdował.

 

Słowo „publicznie” w doktrynie prawa karnego oraz orzecznictwie ma utrwalone i jasne znaczenie. To dostępność przekazu informacyjnego dla nieokreślonej liczby osób. Zachowanie jest publicznie wtedy, gdy ze względu na miejsce, okoliczności i sposób działania sprawcy, zachowanie jest lub może być dostrzegane przez bliżej nieokreśloną liczbę osób. Ich liczba nie jest określona, wyznaczają ją okoliczności faktyczne zdarzenia. Nadto, nie jest występkiem obrazy uczuć religijnych działanie obserwowane przez osoby, które dobrowolnie wyrażają zgodę na kontakt z treściami, które mogą prowadzić do takiej obrazy*. Elementarz.

 

Scena Duża Teatru Powszechnego liczy trzysta miejsc. Zapewne tyle biletów sprzedano na premierowy spektakl. Należy założyć, że widzowie wiedzieli, w jakim wydarzeniu wezmą udział. Sama sztuka Wyspiańskiego do dzisiaj uważana jest za śmiałą obyczajowo i kontrowersyjną, zaś chorwacki reżyser latami uczciwie pracował na opinię skandalisty i prowokatora. Teatr informował na swoich stronach internetowych, jak podają media także przed kasami biletowymi i przed wejściem na widownię, że spektakl przeznaczony jest tylko dla widzów dorosłych, zawiera sceny odnoszące się do zachowań seksualnych, przemocy i tematyki religijnej, które „pomimo ich satyrycznego charakteru mogą być uznane za kontrowersyjne”. Teatr ostrzegał nawet o głośnej muzyce i świetlnym efekcie stroboskopowym, prosząc o zachowanie szczególnej ostrożności osoby wrażliwe na ten rodzaj oświetlenia. Jak w każdym teatrze, także i w tym obowiązuje zakaz rejestrowania przebiegu spektaklu. Nie ma mowy o zachowaniu publicznym. Nie ma mowy o narzuceniu treści przekazu wbrew woli i wiedzy obecnych widzów. Nie ma mowy o przestępstwie.

 

Zadajecie sobie Państwo pytanie, dlaczego Prokuratura i to Okręgowa i to z urzędu i jeszcze tak szybko inicjuje postępowanie, które z założenia nie może doprowadzić do niczego poza umorzeniem? Pytacie o marnotrawienie pieniędzy podatników i ewentualną polityczną inspirację tej decyzji? Nie macie racji.

 

Postanowienie o wszczęciu dochodzenia wydaje się być ze wszech miar słuszne. Z przekonania - które podzielam - że 18 lutego w Teatrze Powszechnym nie doszło do przestępstwa, nie wynika przecież wcale, że nie doszło do niego w innym czasie i miejscu. Załóżmy bowiem, że jakiś fragment spektaklu obiektywnie obraża uczucia religijne innych osób, znieważając przedmiot czci religijnej. Załóżmy też, że prokuratorom znana jest treść uzasadnienia postanowienia Sądu Najwyższego z 5 marca 2015r. Postanowienie to wydano w sprawie, w której w czasie koncertu doszło do znieważenia symbolu czci religijnej. Sprawca nie poniósł odpowiedzialności karnej. Obecni na koncercie nie znali dokładnej treści przekazu, jakiego świadkami mieli zostać. Zdawali sobie jednak sprawę z jego rodzaju. Żaden nie uznał, że zachowanie sprawcy obraziło jego uczucia religijne. Jako pokrzywdzeni w tej sprawie wystąpiły osoby, które dowiedziały się o ekscesie z przekazów medialnych. Sąd Najwyższy zwrócił wówczas uwagę na ewentualną odpowiedzialność karną osób, które nagranie upubliczniły, zdając już sobie sprawę z tego, że zawiera ono treści obrażające uczucia religijne.

 

Nagrane przez anonimowego widza, następnie udostępnione telewizji publicznej fragmenty „Klątwy”, wyemitowane zostały przez nią w ciagu kilku dni niezliczoną ilość razy. Fragmenty te możliwe są w każdej chwili do odtworzenia na stronie internetowej kanału informacyjnego telewizji publicznej. Nie drwiąc z wyników oglądalności telewizji, ze względu na zasięg przekazu, sposób i okoliczności prezentowania nagrań, bez wątpienia zostały one dostrzeżone przez nieoznaczoną liczbę osób. W ten sposób i dopiero wtedy zmaterializowało się znamię publiczności obrazy uczuć religijnych.

 

Czy osoby odpowiedzialne za emisję nagrań chciały znieważyć publicznie przedmioty czci religijnej? Chyba nie. Tyle tylko, że odpowiedzialność karna w tym wypadku nie ogranicza się do zamiaru bezpośredniego. Dotyczy także sytuacji, gdy sprawca podejmuje publicznie czynności, co do których godzi się, że mają one charakter znieważający, a w konsekwencji, przewidując, że obraża takim zachowaniem uczucia religijne innych osób, godzi się na ten skutek**.

 

Niczego nie przesądzając, nie drwijmy zatem z Prokuratury. Przed nią trudne zadanie ustalenia motywów, jakimi kierowały się osoby decydujące o wielokrotnej emisji telewizyjnej fragmentów spektaklu, zadanie ustalenia ich umiejętności przewidywania i oceny skutków własnych działań. Nie zapominajmy także o konsekwencjach takich ustaleń. Czy telewizja publiczna dopuszczająca się obrazy uczuć religijnych zachowa moralne prawo do żądania płacenia abonamentu?

 

PS: Mimo pozoru merytorycznych rozważań tekst ten, choć twardo osadzony w ramach obowiązującego prawa, w istocie swej ma charakter satyryczny i prowokacyjny. Jestem przeciwnikiem utrzymywania i używania instrumentów prawa karnego dla ochrony jakichkolwiek uczuć, w tym także uczuć religijnych. 

 

* wyrok SN z 8 marca 1934 r., 1 K 105/34, wyrok SN z 20 lipca 1933 r., 3 K 545/33, wyrok SN z 16 lipca 1936 r., 2 K 695/36, wyrok SN z 4 marca 1964 r., III K 1118/61,  wyrok SN z 19 maja 1972 r., Rw 439/72, uchwała SN z 20 września 1973 r., VI KZP 26/73, wyrok SA w Krakowie z 4 grudnia 2002 r., II AKa 327/02, postanowienie SN z 5 marca 2015 r., III KK 274/14, wyrok TK z 6 października 2015 r., SK 54/13.

** uchwała Sądu Najwyższego z 29 października 2012 r., I KZP 12/12.

"Kiedy przywódcy dają negatywny przykład, profesjonaliści tym bardziej muszą być sprawiedliwi. Trudno złamać państwo prawa bez wysługiwania się prawnikami; trudno doprowadzać do pokazowych procesów bez wysługiwania się sędziami" (Timothy David Snyder, Dwadzieścia przykazań wolnych ludzi).

PROKURATURA, UCZUCIA I ABONAMENT
23 lutego 2017

Radek Baszuk

TAK TO WIDZĘ...



© Radek Baszuk 2018