O AUTORZE

 

Radosław Baszuk. Adwokat, obrońca w procesach karnych.

Bartosz Maciejewski Photography

Zainspirowany przez Ministra Sprawiedliwości, podzielając przekonanie, iż „zakazywanie krytyki działań jakiejkolwiek władzy, w tym tej trzeciej, pachnie totalitaryzmem”, zaś „ludzie, którzy zakładają togę i łańcuch, nie stają się z tego powodu nieomylni”, także i ja przyłączę się do głosów krytyki.

 

Kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie zwróciło się do Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym o podjęcie czynności wyjaśniających, czy doszło do popełnienia przewinienia dyscyplinarnego. Tej treści komunikat przedstawiony został przez rzecznika prasowego Sądu w głośnej w ostatnich dniach sprawie, w której ku dezaprobacie Ministra podejrzany nie został tymczasowo aresztowany. Na kanwie tej sprawy Minister sformułował też pogląd o możliwości popełnienia przestępstwa przez sędziego. Komunikat w swojej treści oczywisty i nie budzący kontrowersji.

 

W ramach zwołanej w tym celu konferencji prasowej, Pani rzecznik nie poprzestała jednak na odczytaniu komunikatu. Nie wiem, czy z inicjatywy własnej czy też przedstawiając stanowisko Kolegium Sądu, wskazała na potrzebę zmiany przepisów. Przypomniała, że prokurator ma 48 godzin na decyzję, czy wystąpić z wnioskiem do sądu o tymczasowe aresztowanie, sąd natomiast tylko 24 godziny na zapoznanie się ze zgromadzonym przez prokuraturę materiałem dowodowym.

 

Sąd „musi w tym czasie wyznaczyć posiedzenie, przeprowadzić to posiedzenie umożliwiając uczestnictwo w nim podejrzanemu, rozważyć wszystkie argumenty za zasadnością lub niezasadnością wniosku i wydać merytoryczne rozstrzygnięcie”. „Nie chcemy tym samym powiedzieć, że konieczne jest wydłużenie czasu dla sądu czy skrócenie czasu dla prokuratury - sygnalizujemy pewną nierównowagę, bowiem prokuratura dysponuje znacznie wcześniej wiedzą na temat stawianych zarzutów, okolicznościami zdarzenia i ma znacznie więcej czasu na rozważenie swojej decyzji”. „Z naszej strony Sądu Okręgowego w Warszawie i ogólnie środowiska sędziów jesteśmy gotowi do współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości w zakresie wszelkich prac związanych ze zmianami legislacyjnymi” — zapewniła rzecznik, sędzia Sądu Okręgowego. Przypomniała, że stosowanie tymczasowego aresztowania wiąże się z pozbawieniem człowieka wolności, a zatem „sąd powinien dysponować odpowiednią ilością czasu na podjęcie merytorycznej decyzji”.

 

Złożona Ministrowi Sprawiedliwości deklaracja „gotowości do współpracy w zakresie wszelkich prac związanych ze zmianami legislacyjnymi” za punkt odniesienia przyjęła normę o maksymalnym czasie pozbawienia wolności bez decyzji sądu. Normę zawartą w art. 41 ust. 3 Konstytucji, której powtórzeniem tylko jest przecież art. 248 §2 k.p.k. Oba przepisy nakazują zwolnienie zatrzymanego w ciągu 24 godzin od przekazania do dyspozycji sądu jeżeli nie zostanie mu w tym czasie doręczone postanowienie o tymczasowym aresztowaniu.

 

To, że raz na jakiś czas, nie często, by nie powiedzieć że sporadycznie zdarzy się, że sąd  we wskazanym terminie postanowienia nie wyda i zatrzymanego zwolni, nie wydaje się upoważniać inicjowania debaty na temat zasadności zmiany Konstytucji. Nawet jeśli nadpobudliwy Minister wymachuje Kodeksem karnym nad głową sędziego. Zmiana taka oznacza bowiem radykalne obniżenie standardu gwarancyjnego dla wszystkich obywateli. Standardu cywilizacyjnego, zgodnie z którym każdy zatrzymany z powodu uzasadnionego podejrzenia popełnienia czynu zagrożonego karą, powinien zostać niezwłocznie postawiony przed sędzią i ma prawo być sądzony w rozsądnym terminie albo zwolniony na czas postępowania. Uzasadnianie wydłużenia pozbawienia wolności bez decyzji sądu argumentem o braku czasu sądu dla należytej refleksji nad decyzją o pozbawieniu wolności - proszę wybaczyć - trąci Orwell’em. Z punktu widzenia zatrzymanego nie ma żadnego znaczenia to, jak długo jego zatrzymaniem dysponuje prokurator a jak długo sąd. Ważne jest to, że odbiera mu się największą wartość, jaką odebrać może obywatelowi państwo - wolność osobistą.

 

Skądinąd, w słowach Pani rzecznik, jak i we wcześniejszej wypowiedzi jednego z prokuratorów  („sąd wyznaczył termin posiedzenia w sposób, który faktycznie uniemożliwiał sądowi skuteczne przeprowadzenie posiedzenia”) pobrzmiewa teza z prawnego punktu widzenia nieprawdziwa. Sugeruje się opinii publicznej, że wskazane 24 godziny to termin, w jakim wydać należy postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztowania, ewentualnie innych środków zapobiegawczych albo postanowienie o nie uwzględnieniu wniosku prokuratora. Tak nie jest. Konstytucja i Kodeks postępowania karnego nie nakazują pozostawienia wniosku o areszt bez rozpoznania lub umorzenia postępowania w przedmiocie aresztowania wobec upływu tego terminu. Nakazują jedynie zwolnienie zatrzymanego. Brak jest jakichkolwiek przeszkód, by posiedzenie w tej kwestii przeprowadzić a postanowienie wydać po upływie 24 godzin. Może oczywiście być tak, że zwolnienie zatrzymanego spowoduje problem z faktycznym wykonaniem ewentualnego postanowienia o zastosowaniu środka zapobiegawczego. To już jednak zupełnie inna kwestia. „Trzeba było uważać” -  mówił Kwinto do szopenfeldziarzy.

 

Tyle krytyki pod adresem sądu. Wracając do Pana Ministra, nie kupuję przekazu o oburzeniu możliwością popełnienia przez sędziego „czynu kryminalnego”. Deklarację o „braku zgody na złamanie przez sąd procedury karnej, która ma charakter gwarancyjny wobec podejrzanego” odbieram jako humorystyczną. Dlaczego? Dlatego, że to z osobą Pana Ministra kojarzę nowe Prawo o prokuraturze, zgodnie z którym nie stanowi przewinienia dyscyplinarnego oczywista i rażąca obraza przepisów prawa dokonana "wyłącznie w interesie społecznym".

 

Zarządzenie tzw. zatrzymania prokuratorskiego i przymusowego doprowadzenia mimo braku przesłanek ustawowych, nie zwolnienie zatrzymanego mimo nie przekazania do dyspozycji sądu po upływie 48 godzin od chwili zatrzymania, uniemożliwianie zatrzymanemu kontaktu z adwokatem i bezpośredniej z nim rozmowy mimo zgłoszenia takiego żądania, uniemożliwianie obrońcy udziału w czynnościach procesowych z udziałem podejrzanego - przy odrobinie wysiłku wszystkie te naruszenia prawa można uzasadnić interesem społecznym, sprawnością postępowania, bezpieczeństwem publicznym.

 

Jeżeli gotowi jesteśmy, z uwagi na bliżej nie sprecyzowany interes społeczny, usprawiedliwiać dopuszczenie się oczywistej i rażącej obrazy prawa przez prokuratora - piętnowanie za to samo sędziów nie wydaje się wiarygodne. Należy przyjąć, że pojęcia interesu społecznego i interesu publicznego w państwie prawnym są znaczeniowo tożsame. Tymczasem, działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego stanowi właśnie tzw. znamię skutku przestępstwa nadużycia uprawnień, o którym wspominano w kontekście ewentualnej odpowiedzialności karnej sędziego. O interes prywatny pokrzywdzonego jestem spokojny. Nie wydaje się, by był zainteresowany w realizacji uprawnień pokrzywdzonego przestępstwem. Interes publiczny natomiast … od pewnego czasu nie sprzeciwia się przecież oczywistemu i rażącemu łamaniu prawa.

"Kiedy przywódcy dają negatywny przykład, profesjonaliści tym bardziej muszą być sprawiedliwi. Trudno złamać państwo prawa bez wysługiwania się prawnikami; trudno doprowadzać do pokazowych procesów bez wysługiwania się sędziami" (Timothy David Snyder, Dwadzieścia przykazań wolnych ludzi).

SĘDZIOWSKI KOMFORT I MINISTERIALNA HIPOKRYZJA
13 lutego 2017

Radek Baszuk

TAK TO WIDZĘ...



© Radek Baszuk 2018